Na włosy umyte żelem Facelle od ucha w dół nałożyłam porcję maski wymieszaną z łyżką skrobi. Po godzinie spłukałam i tradycyjnie nałożyłam na końce olejek Fructis. Na koniec włosy wysuszyłam suszarką. Efekt tak jak się spodziewałam, był jeszcze lepszy niż poprzednio.
Przede wszystkim, zniknął puch pojawiający się u mnie zaraz po wysuszeniu włosów. Do tego włosy wyglądały jak po użyciu prostownicy, skrobia rzeczywiście bardzo mocno je wygładziła. Co najważniejsze, włosy nie straciły objętości, nie były przyklapnięte i przeciążone. Taki efekt odpowiada mi w 100% i na pewno co jakiś czas będę dodawała skrobi do różnych masek :).
Moje końcówki układają się jak chcą, ale jeszcze nie czas na ich wyrównanie, więc staram się to ignorować :D
A jak mają się ostatnio Wasze włosy?
Czy u Was też jest taka piękna pogoda? <3
