Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kallos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kallos. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

Ulubieńcy maja :)

W maju zaskakująco dużo produktów zyskało sobie miano ulubieńca. Bardzo mnie to cieszy, bo zazwyczaj jest ich tak mało, że nie ma sensu publikować tego typu postów. Większość z poniższych to dla mnie nowości, więc tym bardziej jestem zadowolona, że się u mnie sprawdziły :).


1. Krem Ziaja, masło kakaowe.


Kupiłam ten krem ze względu na gwałtowne przesuszenie mojej cery. Właściwie byłam przekonana, że się nie polubimy. Stwierdziłam jednak, że od czegoś trzeba zacząć a za cenę 3,50 zł nie będę żałować zakupu nawet jakbym miała zużyć go do stóp :D. Od tej pory jest to mój krem must-have. Używam go na noc, a czasami nawet w mniejszej ilości na dzień. Jest bardzo tłusty, ale wchłania się na tyle, że bez problemu nakładam na niego makijaż. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że tak tani produkt może być tak dobry. Krem mnie nie zapchał, zlikwidował przesuszenie i poprawił koloryt mojej cery. Uwielbiam uczucie nawilżonej skóry po jego użyciu. Warto wypróbować go na sobie, kosztuje grosze a może i Wy odkryjecie nowego ulubieńca :).

2. Maść z witaminą A.


Działa bezbłędnie używana na zmianę z kremem na noc. Stosuję ją na całą twarz, przyspiesza gojenie niedoskonałości, zauważyłam też, że przy regularnym stosowaniu pojawia się ich mniej. Bardzo dobrze nawilża. Wiem, że wiele osób poleca ją przy suchych ustach, u mnie jednak w ten sposób sprawdza się średnio.

3. Maska Ultra Doux, Avocado i masło Karite.


Ta maska nie jest dostępna w Polsce, ale po prostu muszę o niej wspomnieć. Udało mi się ją dorwać we Francji, w dodatku w promocji. I jest cudowna! Uwielbiam odżywkę z tej serii ale maska bije ją na głowę. Zapewnia mi wszystko, czego oczekuję od maski do włosów. Chyba nigdy nie przestanę ubolewać nad tym, że to prawdopodobnie moje pierwsze i ostatnie opakowanie :(

4. Fructis Cudowny olejek ochrona do 230 stopni.


Rewolucja w pielęgnacji moich włosów :D. Nie wiem co takiego jest w tym olejku, ale już nie wyobrażam sobie 'włosowego' funkcjonowania bez tego kosmetyku :D. Rzeczywiście przyspiesza czas suszenia, włosy są mięsiste, bardzo gładkie, bardzo miękkie i bardzo błyszczące. Wyglądają niesamowicie zdrowo aż po końcówki. Używam go nawet kiedy nie suszę włosów suszarką, tak lubię efekt jaki zapewnia :). Do tego celu mam jednak zamiar zaopatrzyć się w jego brata z olejkiem z nasion kamelii.

5. Maybelline, Lash Sensational.


Nie raz już wspominałam, że uwielbiam maskary Maybelline :). Muszę przyznać, że ich najnowszy tusz powala na kolana! Spotkałam się z opiniami, że jest bardzo rzadki i nie da się go na początku używać. W moim przypadku zupełnie tak nie było, od pierwszego użycia wiedziałam, że mam w ręku ulubieńca :). Wygięta szczoteczka precyzyjnie rozczesuje rzęsy, króciutkie igiełki na końcówce pozwalają na wygodne manewrowanie w kącikach. Tusz jest smoliście czarny, zdecydowanie bardziej trwały niż na przykład One by One, mimo, że nie mam wersji wodoodpornej. Najbardziej pozytywne zaskoczenie- nie kruszy się ani trochę! Tusze Maybelline mają to do siebie, że pod koniec dnia znajdujemy na policzkach czarne kropki, w tym przypadku nic takiego nie zauważyłam. Zostaje moim nowym nr 1 wśród maskar tej firmy jeśli chodzi o efekt :). Tusz ma jednak jedną, bardzo dużą wadę- wysycha w ekspresowym tempie. Jestem w trakcie drugiego opakowania i tak jak w przypadku pierwszego, już po miesiącu tusz jest wyraźnie podeschnięty.

6. Rimmel, Moisture Renew, 700 Nude Delight.


Ulubiona pomadka tego miesiąca :). Nakładana samodzielnie, w połączeniu z błyszczykiem czy inną pomadką, zawsze wygląda bardzo dobrze. Odcień idealny na każdą okazję, szczególnie na lato :). Nie wysusza ust, jest bardzo komfortowa w noszeniu i długotrwała.

7. Urban Decay, Naked.


Po tych kilku miesiącach stwierdzam z całym przekonaniem, że jest to moja ulubiona paleta z linii Naked :). Sięgam po nią zdecydowanie najczęściej, kolory są tak bardzo 'moje', że nie mogę się powstrzymać :D. W maju jej nadużywałam i w kolejnych miesiącach będzie pewnie tak samo :D.

8. Lovely, Gold Highlighter


Nareszcie marki drogeryjne postanowiły wprowadzić do swojej oferty porządne rozświetlacze! Ten z Lovely to niezaprzeczalny HIT, najpiękniejszy rozświetlacz jaki miałam. Jedyną jego wadą jest opakowanie, plastik jest dość słaby. Ale za cenę 9 zł naprawdę nie ma co narzekać :) Daje cudowny efekt tafli a jego konsystencja jest niesamowicie 'kremowa'! A tak na marginesie, gratuluję wszystkim szczęściarom, które dorwały go na promocji -49%! :D


Tak prezentuje się armia moich majowych ulubieńców :). O pędzlach Zoevy nie wspomniałam, bo pewnie wszyscy mają już dość czytania o nich na każdym blogu i nie ma sensu wciskać ich do każdych ulubieńców miesiąca :D.

Co Wam szczególnie przypadło do gustu w tym miesiącu? A może któryś z moich ulubieńców zupełnie się u Was nie sprawdził? :)

PS. Czy Wy też tak bardzo cieszycie się ze wszystkich kwitnących już kwiatów? Piwonie to chyba moje ulubione, a ten zapach...! :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Czekoladowe pierwsze wrażenie :)

W moich nowościach znalazło się kilka wartych uwagi, "czekoladowych" produktów. Mimo, że używam ich od niedawna, zdążyły zająć wysokie miejsca wśród moich ulubieńców :). 


1. Makeup Revolution, paleta cieni I Heart Chocolate.


Odkąd pierwszy raz zobaczyłam paletę Too Faced Chocolate Bar baaardzo chciałam ją mieć. Jednak cena poważnie przekraczała kwotę jaką rozsądek pozwoliłby mi zapłacić za paletę cieni :D. Podziwiałam ją w internecie i marzyłam sobie o niej, do dnia, w którym obejrzałam filmik na kanale Maxineczki. Najpierw załamałam się, że paleta jest jeszcze niedostępna w Polsce, a później zaczęłam kombinować. Koniec końców, zamówiłam obie wersje z oficjalnej strony producenta. I ani trochę nie żałuję! Przesyłkę dostarczył mi kurier po dokładnie 7 dniach. Odkąd je mam, używam codziennie i jestem naprawdę bardzo zadowolona. Są to chyba najlepsze jakościowo cienie z mojej kolekcji, moja mama stwierdziła, że są "tłustawe" i jest to trafione określenie, cienie w żadnym razie nie są suche i nie osypują się. Paleta zawiera 16 cieni. Ich pigmentacja jest fantastyczna, kolory przepiękne i bardzo uniwersalne. Są długotrwałe, jak dotąd nie zdarzyło mi się, żeby po kilku, czy nawet kilkunastu godzinach znikały z powieki. Paleta Death by Chocolate jest równie dobra, opisuję wersję I Heart Chocolate, ponieważ kolory tej palety są identyczne jak w Chocolate Bar. Czekolada to nie jest, ale cienie rzeczywiście przyjemnie pachną. Opakowaniem jestem zachwycona. Pomijając już kwestię wyglądu (a jak dla mnie jest szał :D), jest bardzo porządnie wykonane, w środku znajduje się bardzo duże, świetnej jakości lusterko i miejsce na pędzelek. Moim zdaniem sprawdzi się w transporcie, zamknięcie mocno trzyma. Pacynki dołączone do palety pewnie mi się nie przydadzą, ale mieści się tam mój ulubiony pędzel do cieni więc nie narzekam :). 



2. Kallos, maska do włosów Chocolate.


Czekoladowy Kallos znalazł się u mnie dzięki kochanym wizażankom, które pisały, że pojawił się w sieci drogerii Hebe. Kręciłam się koło niego kilka dni, aż wreszcie stwierdziłam, że za tak niską cenę (11 zł) warto wypróbować. 
Pierwsze co zachwyciło mnie w tej masce to oczywiście zapach. Może nie zauważyłyście, ale jestem zapachowym maniakiem, uwielbiam ładnie pachnące kosmetyki :D. W tym przypadku jest to prawdziwy zapach czekolady, kojarzy mi się z mlekiem czekoladowym. W przypadku moich włosów daje efekt zbliżony do swojej mlecznej siostry, która od początków włosomaniactwa jest moim hitem. Włosy są po niej mięciutkie, nawilżone i mięsiste. W takim wydaniu lubię je najbardziej. Zapach utrzymuje się na moich włosach aż do mycia, jednak jest o wiele delikatniejszy i słabiej wyczuwalny niż w opakowaniu. Nie obciąża włosów, nie tworzy strąków, mam nadzieję, że jej działanie się utrzyma :).


3. Bourjois, bronzer Delice de Poudre.


Bronzer widziałyście już w moim poście z nowościami, więc wiecie, że bardzo długo za mną "chodził". W końcu promocja książeczkowa z Rossmanna mnie przekonała i już jest mój :). Opinie na jego temat są podzielone, mi produkt bardzo przypadł do gustu.
Przy jego zakupie trzeba dokładnie zwrócić uwagę na kolor, który jest na tyle ciepły, że nie każdemu będzie pasował. Uważam jednak, że określanie go jako czerwonego, jest przesadzone :). Zapach rzeczywiście przypomina czekoladę, opakowanie jest jak najbardziej trafione. Na mojej twarzy daje bardzo ładny efekt, idealnie współgra z opalenizną. Konsystencja jest bardzo przyjemna, bronzer pięknie się rozciera i nie znika z twarzy, utrzymuje się bardzo długo. Myślę, że ciężko zrobić sobie nim krzywdę, co oczywiście nie znaczy, że jest słabo napigmentowany. Zobaczymy czy po kilku miesiącach nie pojawi się na nim twarda warstewka, jednak na tą chwilę jest moim ulubionym "ciepłym" pudrem brązującym :). 



Miałyście jakieś kosmetyki inspirowane czekoladą? :)

Na koniec przypominam o trwającym rozdaniu, do zdobycia dwa zestawy kosmetyków Balea! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...