Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 marca 2016

My Secret, Princess Dream: Face Illuminator.

Drogeryjne marki kosmetyczne prześcigają się ostatnio w wypuszczaniu na rynek coraz to lepszych rozświetlaczy. Wszystkie miłośniczki makijażu z pewnością są tym zachwycone, kiedyś niemożliwością wręcz było znaleźć godny uwagi puder rozświetlający w Rossmannie czy Naturze. Na szczęście te czasy minęły i większość z Was już pewnie wypróbowała rozświetlacze z  Lovely czy Wibo.
Najnowszym chyba drogeryjnym rozświetlaczem jest ten, o którym dzisiaj Wam napiszę. 
My Secret we współpracy z Danielem Sobieśniewskim stworzyło coś, co w ekspresowym czasie podbiło świat kosmetyczny. Face Illuminator to rozświetlacz, nad którym rozpływały się wszystkie Polskie blogerki i youtuberki. Nie mogłam więc pozostać w tyle i przy okazji promocji w drogerii Natura wrzuciłam w końcu do koszyka tą gwiazdę.


Opakowanie typowo drogeryjne, uroku produktowi na pewno nie dodaje, ale nie jest najgorzej. Wydaje mi się, że łatwo je połamać, dlatego na razie obchodzę się z nim wyjątkowo ostrożnie. Na duży plus mocne zamknięcie, na pewno nie otworzyłoby się w torebce.


Za 7,5 grama produktu w cenie regularnej zapłacimy jedynie 14,99. Jest to produkt wypiekany, powinien więc być bardzo wydajny. Do tego jeszcze ta ogromna pojemność... można pokusić się o stwierdzenie, że jest to inwestycja na lata :D. 


Zacznę może od tego, że nie do końca zgadzam się z tym, że pasuje do każdego typu kolorystycznego. Ma piękny, beżowo-złoty odcień, z nutą brzoskwini i jest dosyć napigmentowany. Myślę, że dla osób z bardzo jasną karnacją może okazać się zbyt ciemny. Kolor jest też zdecydowanie ciepły, dlatego chłodne typy urody również mogą być z niego niezadowolone.


Konsystencja rozświetlacza jest bardzo przyjemna, kremowa i bardzo 'miałka'. Mam jednak wrażenie, że rozświetlacz z Lovely jest nieco bardziej kremowy. Wydaje mi się też, że posiada złote mikro-drobinki, które na szczęście nie są widoczne na twarzy.


Po tylu zachwytach miałam co do niego wysokie wymagania. Na szczęście nie zawiodłam się.
Produkt jest rzeczywiście tak dobry, jak o nim mówią. Można stopniować poziom rozświetlenia, od delikatnego błysku do intensywnego efektu mokrego policzka. Tworzy na skórze nieskazitelną taflę, pięknie odbijającą światło. Jest też trwały, nie musimy nosić go przy sobie aby co chwile dokładać produktu.
Już nie mogę się doczekać pierwszej opalenizny, rozświetlacz w takim odcieniu cudownie ją podkreśli. 
Oczywiście równie dobrze spisuje się jako cień do powiek. W ten sposób będę go pewnie używać szczególnie latem, nakładając na całą powiekę i makijaż w stylu "glow" gotowy! Przy takiej pojemności nie muszę go sobie oszczędzać :D.


Z całego serca polecam Wam ten rozświetlacz, za taką cenę naprawdę warto go wypróbować! Princess Dream: nazwa jak najbardziej do niego pasuje :)

Jaki jest Wasz ulubiony rozświetlacz? Miałyście już okazję testować ten z My Secret? :)

środa, 19 sierpnia 2015

Makeup Revolution Ultra Contour Palette

Jakiś czas temu, w poście o moich wiosennych planach zakupowych, mogłyście zobaczyć paletę do konturowania Contour Kit marki Anastasia Beverly Hills. Niestety nie udało mi się znaleźć polskiego sklepu, w którym jej cena nie byłaby kosmicznie wysoka, dlatego też odkładałam ten zakup 'na kiedyś'. Na szczęście coraz bardziej popularna marka Makeup Revolution znowu przyszła mi na ratunek i wypuściła paletę łudząco podobną do tej mojej wymarzonej :). 
Jej premiera miała miejsce już miesiąc temu, ale w Polsce ma się pojawić dopiero pod koniec sierpnia. Jako człowiek kosmetycznie niecierpliwy, napisałam do kuzynki mieszkającej w Irlandii i tak oto już od tygodnia jestem szczęśliwą posiadaczką tego właśnie cuda! :D


Opakowanie jest typowe dla palet do twarzy tej marki. Czarne, błyszczące, ze złotymi napisami. Wygląda bardzo elegancko i 'drogo' :). W środku znajduje się bardzo duże, wysokiej jakości lusterko. 


Jest zapakowana w kartonik, na którym z tyłu znajdziemy wykaz kolorów znajdujących się w środku.


Paleta zawiera 8 pudrów do konturowania twarzy, w tym 3 pudry brązujące, dwa matowe pudry rozświetlające (brzoskwiniowy i żółty) i 3 rozświetlacze. Już przy pierwszym dotknięciu byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Ich konsystencja jest niesamowicie kremowa i jedwabista! Drugim zaskoczeniem była pigmentacja: powalająca! Nie spodziewałam się, że kolory będą aż tak intensywne.



(w słońcu)

(w pomieszczeniu)
(w słońcu)

(w pomieszczeniu)

Praca z tym produktem to czysta przyjemność. Produkty na twarzy wyglądają pięknie, bronzery dają satynowy efekt, który uwielbiam, a ostatni w palecie, beżowy rozświetlacz to mój hit. Zrozumiałam też nareszcie fenomen bananowego pudru pod oczy :D Trzeba tylko nieco uważać, bo przy dotknięciu pędzla pudry trochę się pylą. Na szczęście bezproblemowo się je aplikuje i rozciera, mogłabym tak godzinami siedzieć i się nimi bawić :) Kolory nie znikają w ciągu dnia, nie tworzą się nieestetyczne plamy, czego więcej wymagać? :D Brąz do konturowania nie jest jakoś wybitnie chłodny, ale ma bardzo neutralny, beżowy odcień i na pewno sprawdzi się u większości z nas. Paleta w Polsce będzie kosztowała pewnie około 30- 40 zł, więc za tą cenę naprawdę nie ma nad czym się zastanawiać. Kolory w palecie są niemal identyczne jak w Contour Kit Anastasii, a cena nieporównywalnie niższa. Ja jestem tym produktem zauroczona i serdecznie Wam go polecam! :) Już niedługo trafi do naszych internetowych drogerii, koniecznie na niego polujcie :D

Trzeba przyznać, że Makeup Revolution stara się jak może spełniać oczekiwania wymagających kosmetykomaniaczek :)


wtorek, 2 czerwca 2015

Ulubieńcy maja :)

W maju zaskakująco dużo produktów zyskało sobie miano ulubieńca. Bardzo mnie to cieszy, bo zazwyczaj jest ich tak mało, że nie ma sensu publikować tego typu postów. Większość z poniższych to dla mnie nowości, więc tym bardziej jestem zadowolona, że się u mnie sprawdziły :).


1. Krem Ziaja, masło kakaowe.


Kupiłam ten krem ze względu na gwałtowne przesuszenie mojej cery. Właściwie byłam przekonana, że się nie polubimy. Stwierdziłam jednak, że od czegoś trzeba zacząć a za cenę 3,50 zł nie będę żałować zakupu nawet jakbym miała zużyć go do stóp :D. Od tej pory jest to mój krem must-have. Używam go na noc, a czasami nawet w mniejszej ilości na dzień. Jest bardzo tłusty, ale wchłania się na tyle, że bez problemu nakładam na niego makijaż. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że tak tani produkt może być tak dobry. Krem mnie nie zapchał, zlikwidował przesuszenie i poprawił koloryt mojej cery. Uwielbiam uczucie nawilżonej skóry po jego użyciu. Warto wypróbować go na sobie, kosztuje grosze a może i Wy odkryjecie nowego ulubieńca :).

2. Maść z witaminą A.


Działa bezbłędnie używana na zmianę z kremem na noc. Stosuję ją na całą twarz, przyspiesza gojenie niedoskonałości, zauważyłam też, że przy regularnym stosowaniu pojawia się ich mniej. Bardzo dobrze nawilża. Wiem, że wiele osób poleca ją przy suchych ustach, u mnie jednak w ten sposób sprawdza się średnio.

3. Maska Ultra Doux, Avocado i masło Karite.


Ta maska nie jest dostępna w Polsce, ale po prostu muszę o niej wspomnieć. Udało mi się ją dorwać we Francji, w dodatku w promocji. I jest cudowna! Uwielbiam odżywkę z tej serii ale maska bije ją na głowę. Zapewnia mi wszystko, czego oczekuję od maski do włosów. Chyba nigdy nie przestanę ubolewać nad tym, że to prawdopodobnie moje pierwsze i ostatnie opakowanie :(

4. Fructis Cudowny olejek ochrona do 230 stopni.


Rewolucja w pielęgnacji moich włosów :D. Nie wiem co takiego jest w tym olejku, ale już nie wyobrażam sobie 'włosowego' funkcjonowania bez tego kosmetyku :D. Rzeczywiście przyspiesza czas suszenia, włosy są mięsiste, bardzo gładkie, bardzo miękkie i bardzo błyszczące. Wyglądają niesamowicie zdrowo aż po końcówki. Używam go nawet kiedy nie suszę włosów suszarką, tak lubię efekt jaki zapewnia :). Do tego celu mam jednak zamiar zaopatrzyć się w jego brata z olejkiem z nasion kamelii.

5. Maybelline, Lash Sensational.


Nie raz już wspominałam, że uwielbiam maskary Maybelline :). Muszę przyznać, że ich najnowszy tusz powala na kolana! Spotkałam się z opiniami, że jest bardzo rzadki i nie da się go na początku używać. W moim przypadku zupełnie tak nie było, od pierwszego użycia wiedziałam, że mam w ręku ulubieńca :). Wygięta szczoteczka precyzyjnie rozczesuje rzęsy, króciutkie igiełki na końcówce pozwalają na wygodne manewrowanie w kącikach. Tusz jest smoliście czarny, zdecydowanie bardziej trwały niż na przykład One by One, mimo, że nie mam wersji wodoodpornej. Najbardziej pozytywne zaskoczenie- nie kruszy się ani trochę! Tusze Maybelline mają to do siebie, że pod koniec dnia znajdujemy na policzkach czarne kropki, w tym przypadku nic takiego nie zauważyłam. Zostaje moim nowym nr 1 wśród maskar tej firmy jeśli chodzi o efekt :). Tusz ma jednak jedną, bardzo dużą wadę- wysycha w ekspresowym tempie. Jestem w trakcie drugiego opakowania i tak jak w przypadku pierwszego, już po miesiącu tusz jest wyraźnie podeschnięty.

6. Rimmel, Moisture Renew, 700 Nude Delight.


Ulubiona pomadka tego miesiąca :). Nakładana samodzielnie, w połączeniu z błyszczykiem czy inną pomadką, zawsze wygląda bardzo dobrze. Odcień idealny na każdą okazję, szczególnie na lato :). Nie wysusza ust, jest bardzo komfortowa w noszeniu i długotrwała.

7. Urban Decay, Naked.


Po tych kilku miesiącach stwierdzam z całym przekonaniem, że jest to moja ulubiona paleta z linii Naked :). Sięgam po nią zdecydowanie najczęściej, kolory są tak bardzo 'moje', że nie mogę się powstrzymać :D. W maju jej nadużywałam i w kolejnych miesiącach będzie pewnie tak samo :D.

8. Lovely, Gold Highlighter


Nareszcie marki drogeryjne postanowiły wprowadzić do swojej oferty porządne rozświetlacze! Ten z Lovely to niezaprzeczalny HIT, najpiękniejszy rozświetlacz jaki miałam. Jedyną jego wadą jest opakowanie, plastik jest dość słaby. Ale za cenę 9 zł naprawdę nie ma co narzekać :) Daje cudowny efekt tafli a jego konsystencja jest niesamowicie 'kremowa'! A tak na marginesie, gratuluję wszystkim szczęściarom, które dorwały go na promocji -49%! :D


Tak prezentuje się armia moich majowych ulubieńców :). O pędzlach Zoevy nie wspomniałam, bo pewnie wszyscy mają już dość czytania o nich na każdym blogu i nie ma sensu wciskać ich do każdych ulubieńców miesiąca :D.

Co Wam szczególnie przypadło do gustu w tym miesiącu? A może któryś z moich ulubieńców zupełnie się u Was nie sprawdził? :)

PS. Czy Wy też tak bardzo cieszycie się ze wszystkich kwitnących już kwiatów? Piwonie to chyba moje ulubione, a ten zapach...! :)

sobota, 20 września 2014

Mary-Lou Manizer- kultowy rozświetlacz od theBalm

Recenzji tego rozświetlacza są w Internecie tysiące, wydaje się, że to must have każdej związanej z makijażem dziewczyny. Jak mogłabym się nie skusić? :) Często mówi się, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Mary-Lou skutecznie obala ten mit :)


Opis producenta: 


TheBlam Mary-Lou Manizer to wielofunkcyjny rozświetlający puder w formie prasowanej o subtelnym, naturalnym kolorze. Sprawdza się jako cień do powiek, puder rozświetlający do twarzy bądź ciała. Na twarzy tworzy efekt pięknej, bezdrobinkowej 'tafli', która wspaniale ożywia cerę, dodając jej blasku. Ma jedwabiście gładką konsystencję, która nie pozostawia na twarzy uczucia ciężkości.
Może być stosowany:
- na powieki jako cień rozświetlający,
- na wybrane partie twarzy w celu ich podkreślenia,
- na całą twarz jako wykończenie makijażu na specjalne okazje,
- na ramiona i dekolt, aby nadać im blask.


Opakowanie zdecydowanie przykuwa uwagę. Jest urocze i bardzo pomysłowe. Kartoniki w stylu pin-up to charakterystyczna cecha kosmetyków theBalm. 


W środku znajduje się duże, poręczne lusterko, które na pewno każdemu się przyda :)


Nie będę długo się rozpisywać bo pewnie wiele z Was ma dosyć postów na temat tego rozświetlacza. Mimo to, musiałam o nim wspomnieć bo odkąd go dostałam, stosuję codziennie. Produkt jest fenomenalny, nie dziwię się, że wszyscy tak go chwalą. Sprawdza się u mnie jako rozświetlacz, jest niezwykle trwały i tworzy cudowną, nienachalną taflę. Trzeba jedynie uważać, bo jest mocno napigmentowany, więc nie polecam mocnego dłubania w nim pędzlem :D Uwielbiam efekt jaki daje rozjaśnienie nim kącika oka. Ma piękny, szampański, złotawy kolor więc spisuje się również jako cień do powiek na większe wyjścia, lub gdy po prostu chcemy wyjątkowo 'błyszczeć' :) Nie widzę w nim wad, może poza ceną, która mogłaby być niższa :D Jest jednak bardzo wydajny, więc jakoś to przeboleję :) 

W sztucznym świetle:


W słońcu:


Z czystym sumieniem polecam śliczną Mary-Lou! :)


Używałyście? A może znalazłyście dla niej jeszcze jakieś zastosowanie? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...